Liny. Druga odsłona

Bogatszy o nowe doświadczenia i przemyślenia z pierwszej zasiadki, po tygodniu znowu wybieram się na liny. Łowisko mam sprawdzone, ryby są. Woda na pewno jest już nieco cieplejsza, więc i ryby powinny być bardziej aktywne. Na brzegu jestem ok. 5.30,  wcześniej niż poprzednio, bo tego dnia mogłem wędkować jedynie do południa. Jest jeszcze ciemno, ale mam akurat pół godziny na przygotowanie stanowiska.  Sprawdzam podpórką czy lód w trzcinach już się rozpuścił. Tak, lodu już nie ma. Parę minut po 6.00 zestawy zarzucone. Jeden dalej (około 40 m), drugi bliżej (20 m).  Pierwsze branie miałem na zestawie bliżej brzegu. Jest pierwszy lin. Ponownie zarzucam i kolejne branie znowu na wędce zarzuconej bliżej.  Także ten hol był udany. Teraz oba zestawy lądują na 20 metrze. Brania są zdecydowanie bardziej agresywne niż poprzednio. Niektóre bardzo fajne, lekkie drgnięcie szczytówki i nagły luz. Niestety, po właśnie takich braniach dwóm rybom udaje się wejść w zaczep (korzenie grążeli) i urwać przypon. Jednak do południa udaje mi się złowić 8 ładnych linów. Krótka sesja zdjęciowa i wypuszczam ryby. Niestety tego dnia muszę kończyć wędkowanie.

Michał Krzyżanowski

About

Wędkarstwo moje hobby

View all posts by

One thought on “Liny. Druga odsłona

  1. Bardzo piękne okazy na zdjęciach, ryba, która zawsze sprawiała mi problemy w trzymaniu w rękach 😉 Sam chciałbym kiedyś złapać tyle pięknych rybek. Życzę okazałych połowów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *