Pstrągowy zwiad

Zmęczyła mnie tegoroczna zima. Po kilku całkiem udanych styczniowych wypadach na zamarznięte łowiska najzwyczajniej nie chciało mi się już łowić z lodu. Z niecierpliwością czekałem na odwilż. Ale jak to zwykle bywa, im bardziej się na coś czeka, tym bardziej to nie nadchodzi… Początek lutego stał pod znakiem siarczystych mrozów. Dopiero na drugą  połowę  miesiąca synoptycy zapowiadali zelgę. Miałem nadzieję, że uda mi się wyskoczyć na pstrągi w pierwszy dzień odwilży, zanim zacznie się topić śnieg. Niestety, ten czas zbiegł się z Rybomanią i znów musiałem poczekać. Cóż, taka praca. Po targowym weekendzie także nie było co jechać, bo topniejący śnieg wychłodził wodę i na brania nie bardzo można było liczyć.

Po odczekaniu kilku dni wreszcie wybrałem się nad rzeczkę.  Na miejscu okazało się, że woda jest podniesiona i dosyć klarowna, ale wciąż zimna. Dzień nie zapowiadał się zbyt optymistycznie. Po nocnym przymrozku było zimno, spadł śnieg i wiał mocny wiatr. Tego dnia pstrągi były niemrawe i bardzo delikatnie brały przynęty. Podpływały i albo lekko dotykały wabika, albo tylko go oglądały. Ale koniec końców udało mi się wyholować trzy ryby, w tym jedną ponad 50-centymetrową.

About

Wędkarstwo moje hobby

View all posts by

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *