Rozpoczęcie sezonu – wypad na trocie

1 stycznia. Nad rzeką jestem około 6.30 i od razu napotykam na problem z zaparkowaniem samochodu. Jakoś się w końcu udaje. Przebieram się “za wędkarza” i idę nad wodę. Mijam kolejne miejsca i mimo że jest jeszcze ciemno, dogodne stanowiska są pozajmowane. To skłania mnie do zmiany planów. Wracam do auta i przejeżdżam na drugi brzeg. Zakładam spodniobuty. Będę łowił w miejscu niedostępnym z brzegu, gdzie podwyższona  woda zalała 10-metrowy pas traw. Niestety, pierwszy dzień zakończył się bez ryby. A przez kilka godzin w wodzie nieźle wymarzłem…

2 stycznia. Nad rzekę przychodzę po 7. Wędkarzy jest zdecydowanie mniej. Swobodnie obławiam poszczególne miejsca.  Niestety cały czas jestem bez brania. Przed 14 wchodzę na miejsce, które właśnie zwalnia inny wędkarz.  Na branie nie czekam długo. Ryba kasuje wobler puszczony w swobodnym dryfie na środku rzeki. Zacinam, czuję duży opór, ale nie ma charakterystycznego trociowego młynka. Wiem już, że ryba jest niemała. Daje się powoli podciągać, ale trzyma się środka. Co jakiś czas się zatrzymuje, próbuje wytrząsnąć wobler. W końcu dopływa na wysokość mojego stanowiska, zaczyna mnie mijać i… w tym momencie się wypina. Szkoda, była duża, nawet nie zaczęła walczyć. Gdyby po zacięciu choć raz się odwróciła, wbiłaby sobie kotwice woblera mocniej i może bym ją wyholował.  Ale i tak było fajnie, sporo emocji, a po jej zachowaniu podejrzewam, że mógł to być łosoś. Szkoda. No ale łowię dalej w ty samym miejscu. Na drugie branie czekam około 30 minut. Delikatne pukniecie  spod brzegu. Zacinam. Troć walczy charakterystycznie dla swojego gatunku. Hol przebiega sprawnie i po chwili podbieram piękną grubą rybę. Teraz jeszcze bardziej żałuję poprzedniej. Wiem, że była większa. Tego dnia wieczora już nic się nie dzieje.

r0014839_mod

3 stycznia. Trochę zaspałem i nad rzeką jestem po 8. Idę na miejsce gdzie wczoraj miałem dwie ryby, ale jest zajęte. Trudno, schodzę w dół rzeki i obławiam kolejne miejscówki. Około 11 zajmuję stanowisko z głęboką burtą powyżej mocnego wlewu.  Po kilku minutach czuję przytrzymanie woblera, zacinam i jest. W silny nurcie troć walczy dzielnie. Łowiący obok wędkarz pomaga podebrać rybę. Dzięki! Jest mniejsza od złowionej wczoraj ale i tak ponad 70 cm.

Do końca dnia byłem już bez brania. Pora wracać. Trzy dni, trzy ryby na wędce. Super zabawa.

Michał Krzyżanowski

About

Wędkarstwo moje hobby

View all posts by

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *